Jakże te różnice i sprzeczności usunąć lub wyrównać?

Skoro przy największych wysiłkach ogarniamy jedną tylko stronę świata dziecięcego, to należy się wstrzymać od ostatecznego formułowania swego sądu o dziecku, póki nie wypełnimy istniejących z pewnością luk własnej obserwacji przez spostrzeżenia strony drugiej. Ale na to potrzeba współpracy, nie tej płytkiej, powierzchownej, lecz będącej wynikiem głęboko odczuwanej potrzeby. Nie zrodzi się ona jako owoc konferencji i wieczorów dyskusyjnych, urządzanych według możności i sił nauczycielstwa lub organizacji rodzicielskich, z ich inicjatywy, czy to na skutek zarządzeń, narzuconych z góry, ustawowo. Powstać ona może z gorącej chęci niesienia pomocy dziecku nawet kosztem ofiar – w gruncie rzeczy drobnych – z własnego ja, drogą harmonijnych skoordynowanych wysiłków. Nieodzownym warunkiem tej współpracy jest przeto nastawienie wewnętrzne rodziców i nauczycieli, ich wzajemne zaufanie. Trzeba, aby serca były oddane tej sprawie. I szkoła ma prawo oczekiwać od rodziców, że będą chcieli poznać istotę jej zamierzeń, wniknąć w ich pobudki i ustosunkować się życzliwie i z zaufaniem do jej poczynań wychowawczych.