I póki trwa taki stan, często się zdarza, że opinia domu rodzicielskiego odbiega daleko od opinii, jaka ustala się o dziecku w szkole. Utrudnia to prawdziwą współpracę, wywołuje oburzenie jednej strony na drugą, powiększa rozdział między domem a szkołą. Ale trzeba chcieć zrozumieć przyczyny, składające się na to, że taka różnica zdań powstać musi w sądzie o dziecku.

I bez wielkiej przesady można powiedzieć, że rodzice i nauczyciele widzą tylko część świata, w którym żyje obserwowane przez nich dziecko, i że po prostu rodzice widzą inne dziecko, niż nauczyciel. Składa się na to wiele czynników.

Warunki, w jakich dziecko znajduje się w domu, są zupełnie inne niż w szkole. Jest to wypadkiem dość pospolitym, że dziecko przystosowuje się do warunków domowych inaczej, niż do szkolnych. Wszak dom i szkoła – to dla dziecka dwa całkiem odmienne światy, w każdym zaś z nich nastawienie psychiczne dziecka jest inne.

Nauczyciel nie ma sposobności obserwowania swego ucznia w tak różnorodnych sytuacjach życiowych, w jakich widują swe dziecko rodzice. Rodziców łączą zazwyczaj z dzieckiem węzły zaufania i wspólnych interesów życiowych, kiedy nauczyciel lub wychowawca, mając w klasie kilkudziesięciu uczniów, nie może się każdemu z nich udzielać w tej mierze i tak bezpośrednio, jak rodzice, i miewa rzadko sposobność do zdobycia bezpośredniego wpływu osobistego na ucznia, ograniczając się głównie do walorów wychowawczych swego przedmiotu nauczania.