Zwalczające się i wyłączające na pozór wartości, nie dające się na pierwszy rzut oka pogodzić, stworzą później syntezę w postaci wyższej. Tymczasem, póki walka trwa, zewnętrznie odnosi zwykle zwycięstwo pokolenie starsze, pokolenie, do którego w domu należą ojcowie, w szkole — wychowawcy i nauczyciele. Wszak oni mają w swych rękach władzę, a ich punkt widzenia jest wypróbowany. A młodzieniec, który się wyniósł nad nich we własnym mniemaniu przez poczucie swego wyższego powołania, nigdzie nie znajduje uznania: w domu jest dzieckiem, w szkole — uczniakiem, w towarzystwie — smarkaczem albo głupim chłopakiem. Więc idzie po linii najmniejszego oporu. Bo każdy przecież chce gdzieś coś znaczyć. Jeśli nie można zdobyć znaczenia w szkole przez postępy w nauce, to zdobywa się je przez sporty albo przez wyłamywanie się z rygorów życia szkolnego, a może

przez pozowanie na człowieka, który idzie z pasją przeciw narzucanej mu etyce. I oto młody człowiek znalazł drogę, na której może święcić triumfy. A w ostateczności zdobywa się na bunt, łechcący miłość własną.