Nieograniczone wymagania, jakie młodzież stawia swemu otoczeniu, są powodem rozgoryczenia również i w szkole. Wychowawca jest tak samo „zacofany” jak ojciec w domu i dręczy nieuznanego przez siebie wielkiego człowieka drobnostkowymi wymaganiami, dotyczącymi przepisów regulaminu szkolnego, nie myśląc o tern, że uczeń w duszy czuje się niedwuznacznie wyższy ponad normy szkolne. Gdy młodzieniec w dodatku uczuje się sprowokowanym tonem głosu nauczyciela i stawia opór albo hardo odpowie, katastrofa gotowa. Młodzież w tym wieku chce poznać wszystko, tylko nie trudzi się poznać „wczorajsze” pokolenie i jest gotowa w każdej chwili stanąć wobec niego w postawie ostrego przeciwieństwa. A pokolenie starsze, nie licząc się z psychologia wieku przejściowego, nie chce dopuścić do rewolucji w zakresie swych wpływów. I to pokolenie ma słuszność. Chociaż bowiem bywały już podobno rewolucje pożyteczne i zbawienne, ale istotna praca budowania musi zawsze nawiązywać do rzeczy dawnych. Sama rewolucja nie stworzyła jeszcze nigdy nic nowego w sensie pozytywnym. Ale młodzież tego nie rozumie.