Najlepiej i najtroskliwiej wychowani chłopcy, którym w domu zaszczepiono zasady najszlachetniejsze, zachowują się niekiedy obojętnie wobec wybryków swoich kolegów, które powinni sami karcić i ukrócać. Jest to tak zwany defetyzm, nie mający nic wspólnego ze zdrowym pojęciem koleżeństwa i solidarności. W społeczeństwie uczniowskim odbija się jedna z wad społeczeństwa dorosłych: niewczesny oportunizm, pod złym skierowany adresem. Szkoła stawia sobie za zadanie przeciwdziałać temu i odwołuje się do rodziców o współpracą w tym kierunku. Nastroje społeczeństwa pod tym względem zmienić się mogą przy ustawicznym oddziaływaniu wielu czynników. Gdy szkoła deklaruje się z tern, że pragnie być jednym z tych czynników, nie powinno jej zbraknąć poparcia tych rodziców, którzy oceniają niebezpieczeństwo należycie i pragną, aby w szeregach młodych pokoleń obywateli było jak najmniej jednostek, kłaniających się przed bogactwem, niewrażliwych na przykry zapach niejednej fortuny.