Inaczej natomiast ma się sprawa z dziećmi tych rodziców, w których życiu religia nie odgrywa roli istotnej, będąc w najlepszym razie tylko zewnętrzną obyczajową dekoracją chwil podnioślejszych. Chociaż sami szczerze uznają wpływ dobroczynny religii, ale w ich własnym życiu odgrywa ona rolę piękności utraconego raju lat dziecięcych. Radziłby prawdziwie, aby dzieciom ich zawsze przyświecała wiara, której we własnych sercach nie zdołali zachować. Ale nawet tacy rodzice mogą nauczyć dziecko co najwyżej słów o religii, które będą jednak tylko pustym dźwiękiem. I próżno pozostawiają szkole zadanie wychowania religijnego swych dzieci: bez ich współpracy szkoła w wyjątkowych tylko wypadkach zdoła obudzić w dziecku prawdziwe życie religijne, i będzie również bezsilna, aby dewocję i czczą obrzędowość przemienić w szczere uczucie, w żywym tętnem pulsujące nastawienie ku Bogu.

W każdej szkole są dalej dzieci, które przynoszą z domu nawyki, wywierające na klasę wpływ niepożądany.