Ale system nadmiernej albo wyłącznej surowości w ogóle również nie da się dziś niczym usprawiedliwić. Posługująca się nim pedagogika autorytatywna domaga się natychmiastowego, bezwzględnego posłuchu, uciekając się do autorytetu siły, chociaż nie zawsze i nie wyłącznie siły fizycznej. W jej pojęciu legitymacją autorytetu jest godność rodzicielska, urząd piastowany np. w szkole, stanowisko społeczne, wiek, wreszcie – siła. Głównymi jej środkami oddziaływania wychowawczego jest nakaz i zakaz. I nie powiem za dużo, twierdząc, że w wielu rodzinach jest aż nazbyt wiele rozkazów i zakazów, mających przy tym na względzie nie dobro dziecka, lecz wygodę rodziców, lub wynikających z braku zastanowienia rozkazodawców, (np. gdy chodzi o dotykanie przedmiotów, ciszę podczas pracy albo gdy dorośli śpią lub rozmawiają itp.). Nieraz zabrania się czegoś dziecku, co samo przez się jest najzupełniej dopuszczalne, ale co w danym momencie nie podoba się starszym lub im przeszkadza. Albo też wymaga się od dziecka koniecznie posłuszeństwa w sprawie, w której nie zachodzi istotna potrzeba tego rodzaju. Wielu rodziców mogłoby w tych wypadkach wykazać większą oględność, gdyż w życiu jest cała masa drobiazgów, przy których jest rzeczą najobojętniejszą pod słońcem, czy załatwi się je tak, czy inaczej. Powinno by się w wypadkach tego rodzaju pozostawiać dzieciom swobodę, a nie narzucać im naszej woli.